fbpx Poznaj z nami Legendy Wrocławia - Hotel Europeum

Poznaj z nami Legendy Wrocławia

Czy wiecie, że Wrocław może pochwalić się własnym smokiem? I że również u nas straszy Biała Dama?

Zwiedzając nasze miasto, możecie dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. A czemu by nie zaskoczyć najbliższych nietypową wiedzą o mieście?

Oto kilka legend, które umilą spacery po Wrocławiu i staną się zachętą do odkrywania nowych miejsc.

 

SMOK STRACHOTA

Do tej pory większość osób słysząc słowo smok od razu wskazywało na Kraków. Jak się okazuje, również tutaj, we wschodnich lasach Wrocławia żył smok, który siał ogromny strach we wszystkich mieszkańcach tego miasta. W lesie, gdzie zamieszkiwał znajdowało się cudowne źródełko, którego woda dodawała ogromnych sił witalnych oraz leczyła wszystkie rany. Osoba, która napiła się tej cudownej wody była dosłownie jak “nowo narodzona”. Ludzie jednak nie mieli dostępu do wody, bowiem smok Strachota nie tylko pilnował źródełka ale też porywał bydło oraz czasem córki gospodarzy. Razu pewnego znalazł się jednak dzielny chłopak, któremu najpierw udało napić się wody ze źródełka, a następnie stanąć naprzeciw Strachoty i pobić go dotkliwie. Smok tak się przestraszył dzielnego wojownika, że sam schował się w lesie, w jego najdalszym końcu i najadł się trujących grzybów w skutek czego niedługo potem zdechł. Ludność od tej chwili mogła cieszyć się wolnością oraz spokojem. Na miejscu, gdzie rósł tamten las powstało dzisiaj Osiedle Strachocińskie. Legendy mówią jednak, że do tej pory w pobliskim lasku nadal znajduje się cudowne źródełko, które może dodać niesamowitej siły.

 

BIAŁA DAMA NA UNIWERSYTECIE

Wyobraźcie sobie, że również we Wrocławiu straszy Biała Dama, która już od setek lat nocami błąka się po dzisiejszym Uniwersytecie Wrocławskim. Możecie się zdziwić, ale w dawnych czasach znajdował się tu zamek rodu Piastów. Zamieszkiwał go kasztelan, który srogo karał wszystkich więźniów torturami. Przed tego typu karą nie ustrzegł się również ukochany córki kasztelana – Elżbiety. Kasztelan użył swojej skrzyni, której drzwi i ścianki wyłożone były od wewnątrz ostrymi kolcami. Te kolce zaciskały się na ciele danej osoby czyniąc okropny ból. Pewnego razu ukochany Elżbiety został złapany przez jej ojca, który nie akceptował wyboru swojej córki. Elżbieta chciała uratować swojego wybranka serca przed okrutnym losem i w nocy ruszyła mu na ratunek. Jej ojciec jednak zdążył się wybudzić i doszło do szarpaniny z jego jedyną, ukochaną córką. Efektem czego była śmierć kasztelana w skrzyni, którą sam skonstruował. Zanim jednak kasztelan odszedł z tego świata zdążył rzucić klątwę na niewierną mu córkę. Od tej pory Elżbieta nocami snuje się po uniwersytecie przypominając wszystkim studentom o swym nieszczęśliwym losie i o losie swego ukochanego.

 

GŁOWA NA WIEŻY KATEDRY

Istnieje legenda o bogatym złotniku, Franciszku, który miał piękną córkę. Chciał koniecznie wydać ją bogato za mąż. Jednak jego córka, Barbara, zakochała się ze wzajemnością w czeladniku ojca o imieniu Henryk. Chłopak ten niestety do bogatych nie należał, więc zakochani ukrywali się ze swoją miłością. Ich tajemnica została jednak wydana samemu złotnikowi, który zdenerwował się okrutnie i wygnał Henryka z Wrocławia. Czeladnik obiecał Barbarze, że wróci, kiedy będzie bogaty. Chłopak nie znalazł sobie jednak odpowiedniej pracy i aby przetrwać został zbójnikiem. Po kilku latach, uzbierał odpowiednią ilość pieniędzy i wrócił do Wrocławia, prosić o rękę Barbary. Złotnikowi udało dowiedzieć się o jego sekrecie i ponownie wygnał mężczyznę z miasta. Czeladnik nie mógł tego tak zostawić, więc postanowił spalić dom Złotnika. Kiedy to zrobił, wpiął się na wieżę katedry, aby lepiej widzieć pożar. Na jego nieszczęście katedra uwięziła go. Jej mury zacisnęły się wokół jego szyi i pochłonęły całe jego ciało, a z wieży do dzisiaj wystaje jego skamieniała twarz.

 

KLUSKOWA BRAMA

Dawno, dawno temu żyła sobie spokojna rodzina – Agnieszka i Konrad. Agnieszka gotowała pyszne kluski. Konrad robił naczynia, a później sprzedawał je na rynku. Pewnego dnia Agnieszka ciężko zachorowała. Po kilku dniach niestety umarła. Pogrążony w żałobie Konrad chodził głodny, bo nie umiał gotować. Sąsiadki zawsze gotowały trochę więcej i częstowały go, ale ich jedzenie mu nie smakowało. Pewnego dnia, kiedy Konrad wracał z targu zmęczony i głodny zasnął pod bramą. Przyśniła mu się Agnieszka, która we śnie dała mu miskę klusek. Postawiła mu warunek. Codziennie w misce miał zostawić jedną kluskę, a następnego dnia miska znów będzie pełna. Nagle Konrad obudził się zdając sobie sprawę, że śnił mu się dziwny sen, ale patrzy, a tam miska. Konrad szybko zabrał się do jedzenia. Na dnie miski zostawił jedną – największą kluskę. Pomyślał sobie jednak, że ta kluska na pewno jest najlepsza, więc warto ją zjeść. Wziął kluskę do ręki, ale ona nagle mu uciekła. Złapał ją jeszcze raz, ale ona znowu mu uciekła. Chwycił kluskę, ale ona niefortunnie mu wypadła, tym razem na bramę. Zaczął się wspinać i kiedy już wszedł na górę kluska skamieniała. Konrad zszedł, zabrał miskę i poszedł do domu. Następnego dnia patrzy, a miska jest pusta. I tak od tej pory kamienna kluska leży na jednej z wrocławskich bram.

 

Te jak i więcej legend można przeczytać w naszym specjalnym informatorze, który to goście znajdą w każdym z pokoi.

Tym samym zachęcamy do zapoznania się z naszym ofertami specjalnymi.

 

Agnieszka Karcz